Wywiad z: Agatą Suchocką

Jak wspomniałam ostatnio, z początkowego formatu Trzy pytania do autora, które miały być uzupełnieniem opinii w cyklu: Polecam, po trafieniu na Agatę, pomysł od razu wyewoluował na wydzielenie kolejnego cyklu: Wywiad z autorem polecanej książki.

Ponieważ nie miałyśmy okazji porozmawiać, nomen omen, twarzą w twarz, Agata odpisała mailowo. W związku z tym wszystkie odpowiedzi brzmią, co do przecinka, tak jak je zapisała.

W sumie zadałam Agacie czternaście pytań. Trzy już zostały opublikowane we wpisie:

kolejne dziesięć przeczytasz dzisiaj, ale zostanie jeszcze jedno. Jakie? Dowiesz się w poniedziałek 16.02.2019.

Teraz już zapraszam Cię na dzisiejszy wywiad.

Karina: Już jutro, czternastego lutego, wychodzi druga część cyklu: Daję Ci wieczność pt. „Twarzą w Twarz. Jakie masz plany związane z nią?

Agata: Na pewnym etapie autor ma już niewiele do powiedzenia. Mogę polecać się na spotkania autorskie, jeździć na konwenty, angażować do współpracy rysowników i cosplayerów, co zresztą robię już od pewnego czasu. Efekty tych działań widać najlepiej na Instagramie.

Karina: „Twarzą w twarz” przenosi czytelnika z wiktoriańskiego Londynu do współczesnego Nowego Orleanu. Skąd ten przeskok? Czy oznacza to, że nie będzie już więcej wątków historycznych?

Agata: Akcja 2 tomu toczy się współcześnie, głównie w miejscach, w których dorastał Armagnac, a więc w Luizjanie. Bardzo jednak lubię szkatułkową konstrukcję powieści, więc i w tomie 2 pojawiły się retrospekcje opowiadające o pierwszych latach życia bohaterów, jako łowców i o losach ich przodków. Główna linia fabularna to tylko kilkanaście dni, ale znów cofniemy się do czasów „Przeminęło z wiatrem” we wspomnieniach i opowieściach!

Karina: Którą z postaci było Ci najtrudniej wykreować / opanować w tekście? i dlaczego?

Agata: „Wykreować” a „opanować w tekście” to dwie różne rzeczy. Najtrudniejszy był Lord Huntington, a konkretnie oddanie jego władczej aury w połączeniu z dość mikrą powierzchownością. Mam nadzieję, że ten kontrast wyszedł wiarygodnie; dowodem na to są liczne opinie, w których to lord zbiera najwięcej komplementów jako postać tajemnicza, mroczna i groźna.

Co do opanowania, to kompletnie nieprzewidywalny jest Lothar. On od dawna żyje własnym życiem, a ja tylko obserwuję i opisuję, nie mam za wiele do powiedzenia. To najlepiej widać w tomie 6 cyklu, który póki co jest napisany jedynie po angielsku. Przy pomyślnych wiatrach ukaże się w okolicach Halloween tego roku na rynku zagranicznym.

Karina: Który z bohaterów cyklu najbardziej Cię irytuje i dlaczego?

Agata: Nie piszę bohaterów, którzy mnie irytują. Nie lubię również czytać o takowych, więc nie widzę sensu w tworzeniu postaci, które działałyby potem czytelnikom na nerwy. Taki bohater sprawia, że odkładam książkę. Często to, że działa na nerwy, nie jest wynikiem świadomej manipulacji autora, a jedynie jego brakiem pisarskich umiejętności, których rezultatem jest bohater pretensjonalny, niewiarygodny i irytujący właśnie.

Karina: To może inaczej. Który z bohaterów posiada cechę, jakiej w sobie (najbardziej) nie lubisz i co to jest?

Agata: No przecież się do tego nie przyznam… Wyznaję inną zasadę: daję bohaterom cechy, które chciałabym rozwinąć w sobie, i to przez nich doprowadzam je do perfekcji.

Karina: Czy przy pisaniu inspirujesz się muzyką? Gdybyś miała przypisać utwory muzyczne dobrze ilustrujące charakter Twoich postaci, kogo i jakim utworem byś opisała

Agata: Armagnac to z pewnością Nokturn b–moll op.9 nr1 Chopina, Lothar to jakieś wariackie koncerty skrzypcowe, Bartóka, powiedzmy; Uccellino brzmi barokowymi ariami sopranistów. Thomas, którego poznajemy w 2 tomie, to nowoorleański jazz. Pozostałych postaci nie kojarzę z muzyką.

Słucham muzyki prawie cały czas, ale nie kształtuje ona fabuły. Wiem, że niektórzy pisarze podają konkretne utwory, których należy słuchać przy konkretnych rozdziałach, ale to już uważam za przesadę… Przy pisaniu wolę śpiew słowika, granie świerszczy i klikanie klawiatury. Muzyka zbyt mnie absorbuje, bym włączała ją w tle.

Karina: Czasem postaci z popularnych serii są na tyle inspirujące dla fanów, że powstają o nich fan-fiction (ich poziom literacki to już inna sprawa) Czy któryś z bohaterów WMC doczekał się takiego zaszczytu?

Agata: Jeszcze nie, ale akurat w tym przypadku mam mieszane uczucia. Co innego narysować postać czy się za nią przebrać, a co innego dowolnie manipulować jej losami. Ja sama nigdy nie pisałam „fanfików”, czytam je również sporadycznie. Jestem do moich postaci bardzo przywiązana i niekoniecznie chciałabym, by kto inny uzurpował sobie do nich prawo, nawet jeśli wynikałoby to z uwielbienia dla nich.

Karina: W przypadku filmów istnieją wersje reżyserskie zawierające sceny, które z jakichś powodów nie znalazły się w filmach oraz inne materiały dodatkowe. Czy masz podobne materiały do cyklu? Jeśli tak to czy planujesz opublikować je np. jako antologię opowiadań?

Agata: Kiedyś rozważałam publikowanie krótkich „shotów” z bohaterami cyklu – scenek, które nie pojawiły i nie pojawią się w powieściach, ale mogą troszkę podkoloryzować postaci. Jedna z nich znajduje się na moim blogu agatasuchocka.blogspot.com. Być może wrócę do tego pomysłu, ale tu już wszystko zależy od czytelników: jeśli będą chcieli więcej i więcej, to na pewno dostaną! Anne Rice pracowała kilkadziesiąt lat na to, by rozbudować swoje wampirze uniwersum, by stało się marką samą w sobie. Mam nadzieję, że i mnie się to uda. I to w krótszym czasie! Już pojawiają się pierwsze fanarty, pierwsze cosplaye: to jest bardzo fajne i dobrze wróży na przyszłość!

Mam problem z 6 tomem cyklu, który na razie jest napisany tylko po angielsku. Jest w nim kilka scen przemocy seksualnej wobec kobiet, nie bardzo brutalnych, ale takich, w których „NIE” nie jest respektowane. Według mnie sceny są niezbędne, aby w pełni ukazać charakter i wyrafinowanie jednej z postaci. Wiem jednakże, że w Stanach takie sceny są bardzo źle widziane i nie wystarczy dopisek, że autorka nie popiera takich zachowań. Być może będę musiała usunąć je z wersji anglojęzycznej. Mam jednakże nadzieję, że u nas powieść ukaże się bez cenzury! Patrząc na to, jakie „kwiatki” znajdują się w niektórych bestsellerach, moje sceny są naprawdę łagodne…

Karina: Gdybyś nie była tym, kim jesteś (pisarką, muzykiem, plastykiem), to kim byś była i dlaczego?

Agata: Póki co te wszystkie zajęcia, o których wspomniałaś, to tylko hobby. Nie jestem (jeszcze) ani zawodową pisarką, ani muzykiem czy plastykiem. To zajęcia, które pozwalają mi się uzewnętrznić. Przez dziesięć lat byłam nauczycielką angielskiego i zaszczepiałam pasję do tego języka, który towarzyszy mi od najmłodszych lat. Pewnie byłabym tłumaczką. Albo lutnikiem – kilka lat temu bardzo chciałam nauczyć się tej sztuki, jednakże nie znalazłam chętnego mistrza, który podzieliłby się ze mną sekretami swojego rzemiosła. To strzeżony, rodzinny fach, jak widzę po własnym przykładzie, nie sposób wejść w lutnictwo z zewnątrz, jeśli nie pochodzi się z rodziny z tradycjami. A założenie własnego warsztatu to ogromne koszty.

Karina: Co Cię najbardziej wkurza na polskim rynku wydawniczym i dlaczego?

Agata: Najbardziej boli mnie powszechne przyzwolenie, zarówno wydawców, jak i czytelników, na wydawanie marnej literatury. I przez „marna” rozumiem gryzmoły ludzi bez warsztatu, bez przygotowania językowego, bez oczytania. Nie twierdzę, że każdy autor musi mieć polonistyczne wykształcenie, ale gdy widzę kolejny debiut kogoś, kto otwarcie przyznaje się, że w życiu przeczytał 3 książki, po czym postanowił sam zacząć pisać, żeby w powieści zawrzeć swoje fantazje erotyczne, to robi mi się słabo. Jeszcze gorzej mi się robi, gdy taka książka zostaje bestsellerem i nikt nie widzi w tym nic złego. Niestety, nic nie mogę na to poradzić. Pozostaje mi trzymać poziom, nie opuszczać poprzeczki i upierać się przy tym, że literatura nie powinna być miałką rozrywką, a raczej powinna skłaniać do refleksji, edukować i rozwijać. Nawet literatura popularna. Mówię zdecydowane NIE „pseudoliterackiemu kababowi

Na dziś to już wszystko. Tymczasem zapraszam na Instagram Agaty gdzie będzie można obejrzeć niektóre z jej szkiców. Moim zdaniem bardzo udanych.

Można ją znaleźć także na Facebooku, na fanpage @wolamnieciemnosc

oraz w grupie FanClub Agaty Suchockiej.

Na koniec wspomnę, że Agata postanowiła obdarować mnie swoją drugą powieścią. Dziękuję. Także możliwe, że kolejny – albo jeszcze następny, zależnie od tego, kiedy przeczytam – odcinek Polecam będzie dotyczył właśnie Twarzą w twarz.

Powiązane wpisy:

Polecam: Woła mnie ciemność * Shadi: Alessandro a Uccellino

Opublikowano

2 myśli na temat “Wywiad z: Agatą Suchocką”

    1. Shadi pisze:

      Dziękuję. Planuję jeszcze napisać o drugiej części cyklu, więc może i kolejne pytania się znajdą 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.